08.01.2005

NOWY YORK / wernisaż Bożeny Konefał



Nowy York - mit centrum?

Nowy York - późna jesień 2003. Za oknami kawiarni wieje chłodny wiatr.
Odwiedzam to miasto po raz trzeci będąc dłużej niż na chwile. Za każdym razem mojego
pobytu w Nowym Jorku znajdowałam to miasto nieco zmienione, jedynie energia jaką to
wielkie skupisko ludzi emanuje wydawała się pozostawać taka sama, jakby entropia nie była
w stanie dosięgnąć1a tego miasta. Uwolniona od zakazów, nakazów, restrykcji i obstrukcji
kultury mojego kraju byłam przeświadczona, że tej nocy przemieszczając się przez rejony
manhattańskiej wioski dostanę się pod wpływ tej wibrującej energii i ona to spowoduje, że
zrozumiem samą siebie i dwa różne światy do których teraz należę. Przyglądam się temu
miejscu z innej perspektywy. Nie byłam już turystą poruszającym się po punktach
topograficznych zaznaczonych na mapie kultury. Nie chciałam być konsumentem w tym wielkim
sklepie wszystkiego na sprzedaż.. Poszukiwałam tego co potwierdzi powszechną opinię, że
jest to stolica i centrum światowej kultury i sztuki. Próbowałam odkryć coś więcej niż to
co proponują dostojne gmachy muzeów Metropolittan, Gougenhima lub komercyjne galerie na
Chelsea.
Odwiedzałam liczne miejsca kojarzone z sztuką lub będące miejscem na sztukę, intuicyjnie
wyczuwając to czy pokazywane rzeczy są faktycznie "wielkie". Analizowałam obcą mi kulturę,
o którą mogłam jedynie otrzeć się, a jednoczenie nie tkwiąc w niej. Dryfując pomiędzy
dwoma kontynentami, popychana przedziwnym instynktem między starą i znaną Europą a obcą i
owianą mitami Ameryką, analizowałam obie kultury szukając miejsc uznawanych za epicentra
sztuki. Nowy York - pojawiasz się i wpadasz w wir przedziwnej energii czując oddech
wielkiego miasta na plecach. Rozmach tego miejsca pobudzał mnie do nieustannego śledzenia
tego co dotyczy rejonu sztuki, przede wszystkim tej, która powstaje na bieżąco będącej
rodzajem zwierciadła aktualnych czasów.
Dzielnica Williamsburg jest od kilku lat miejscem zasiedlanym przez młodych artystów
adoptujących stare poindustrialne budynki Brooklynu na pracownie, galerie i kawiarnie
takie jak ta w której teraz się znalazłam. Odnoszę wrażenie, że osoby siedzące w tym
miejscu szukają czegoś więcej niż proponuje im masowa kultura. Wnętrze kawiarni jest
zaaranżowane tak, że z pewnością każdy element wystroju nie został tu użyty przypadkowo.
Muzyka doskonale mi znanych płyt z Europy tym bardziej określa charakter i atmosferę tego
miejsca czyniąc je wyjątkowym, tak jakby ktoś aranżując tę przestrzeń doskonale zdawał
sprawę jakie osoby przyciągnie, kreując tę unikatową atmosferę z jakimś trudnym do
zdefiniowania rysem europejskim.
Z tego urokliwego miejsca na Brooklynie oddalonego od wielkomiejskiego zgiełku piszę
swoje rozważania na temat centrum, czy faktycznie Nowy York może być postrzegane jako
centrum sztuki, czy też może w naszej świadomości funkcjonuje wiele mitów i tylko
bardziej czujne jednostki mogą mieć co do tego szczere wątpliwości.
Być pomiędzy to pozostawiać jedne miejsca i pojawiać się w następnych, to szczególny
rodzaj sytuacji, która pozwala na zachowanie dystansu i neutralności. Określenie stanu
pomiędzy jest istotne z jakiego punktu odniesienia analizuję pewne zjawiska i sytuacje z
rejonu sztuki. Będąc w centrum, konfrontując je ponownie i analizując je spoza
pozwala na uchwycenie subtelnych przemian i różnic w rejonie sztuki, ale tej poza
oficjalnymi systemem muzeów pełniących rolę raczej edukacyjną i funkcjonującą jako jedna z
atrakcji miasta, jak równie? poza galeriami komercyjnymi, w których sztuka traktowana
jest kategoriami biznesu. Poznanie spektrum przez konfrontację wielu miejsc mających
związek z sztukę lub też pseudosztuką pozwala na uchwycenie licznych nadinterpretacji i
rozróżnienia tego co faktycznie dotyka subtelnego rejonu sztuki. Określona sytuacja w
jakiej się znalazłam czyli stan pomiędzy to pewnego rodzaju platforma umysłu
niezaangażowanego, to znaczy nie zdeklarowanego wobec żadnego układu, grupy artystycznej,
czy sytuacji podyktowanej celami politycznymi lub ekonomicznymi. To bycie neutralnym
pozwala na uchwycenie symptomów przemian w rejonie sztuki za którymi będą podążać czujni
artyści tworząc rzeczy nowe być może nie nazwane jeszcze sztukę a będące jednym z
aktualnych zjawisk kulturowych. Świadomość owych impulsów jest niezwykle istotna lecz
najczęściej jest niezauważana przez miejsca lub sytuacje w sztuce podyktowane biznesem,
reklamą czy kolejną prowokacją artystyczną, które tak naprawdę zmniejsza czujność krytyków
i stwarzają zamazany obraz sztuki karmiący media i opinię społeczną. To wielokrotne
analizowanie i określanie miejsc związanym ze sztuką w centrum i poza nim, ta
weryfikacja zjawisk z wielu punktów odniesienia pozwala na czysto intuicyjne odróżnienie
tego co jest sztuk1, a co jest sytuacją zaaranżowaną przez fałszywy kontekst sytuacji.
Dlaczego zatem Nowy York uważa się za centrum sztuki i pretenduje do decydowania
o sposobie odbierania sztuki, określając jej hierarchię połączonej z ignorancja wobec
miejsc oddalonych od centrów- o zasięgu lokalnym, określając dosadniej
- prowincjonalnym. Centrum dążąc do globalizacji formuje prawa jakim podlegać powinna
sztuka lecz samo siebie stawia w pozycji dominanta. Miejsca poza zasięgiem globalnym mogą
bezwiednie lub pozbawione krytycyzmu przetwarzać modele sztuki centrum stwarzaj1c rodzaj
pewnej gry. Czym może różnić się te same dzieło sztuki wykonane przez artystę z
centrum i poza nim? Być może będzie idealne pod względem środków technicznych, ale czy
będzie istniał pomiędzy nimi uskok intelektualny? Być może artyści pochodzący odrębnych
kultur mogą posiadać różne idee w tworzeniu tego samego obiektu. Dlatego moim zdaniem
sztuka poza zasięgiem centrum powinna zachować swoją autonomię i niezależność nie
starając się upodobnić do sztuki z centrum. Wielu artystów spoza kokietuje centrum i
nie ma nic z3ego jeśli znajdują w tym miejscu swój azyl, lepszy standard życia i
nieograniczoną postawę intelektualną, o ile nadal mógł zachować swoją sztukę w
nienaruszonej postaci i nie poddać się presji reguł obowiązujących w centrum.
Wobec tego czym różni się sztuka tworzona w centrum, od sztuki poza jego zasięgiem? Czy
sztuka powstająca poza zasięgiem globalnym jest inna tzn., słabsza lub uboższa
intelektualnie? Czy sztuka centrum determinuje sztukę lokalną i czy sztuka lokalna
może mieć jakikolwiek wpływ na sztukę centrum?
Czy zatem sztuka rozpatrywana najpierw poza zasięgiem centrum a potem w centrum i
odwrotnie jest inna? Czy zmiana miejsca dzieła zmienia jego kontekst i czy zatem sztuka ma
charakter uniwersalny-bez względu na jego lokalizację. Szereg zadanych pytań być może nie
ma jednoznacznej odpowiedzi, która powiązać aby je w jakąkolwiek regułę.
A może jest jeszcze inna droga będąca być może kompromisem lecz unikająca narzucaniu
ostatecznych definicji i ram, które określają podział na sztukę centrum i poza nim.
Tworzyć sztukę to znaczy budować przestrzeń artystyczną, zatem centrum może być
wszędzie. To odbiorca nadaje kontekst dziełu, jego wrażliwość i kondycja intelektualna
stanowią o wartości dzieła, obojętnie z jakiego punktu geograficznego będzie to
rozpatrywane. Czuć centrum to nie znaczy koniecznie w nim być. Odbiór sztuki to niemy
dialog między dziełem a odbiorcą. To taki intymny rodzaj relacji w której pozostaje już
tylko sam człowiek i otaczająca go przestrzeń artystyczna.
Sztuka zajmuje neutralną przestrzeń. Może zjawiska lub miejsca niszowe oddalone od
spekulacji są bardziej autentyczne i bliższe sztuce, bez względu na miejsce. Charakter
tych miejsc określają ludzie świadomi, których celem nie jest popularność, prowokacja czy
komercyjny sukces interesuje ich tylko sztuka w czystej postaci gdziekolwiek w centrum
lub poza nim.

Mariola Malinowska